Rozdział
5 : Spontaniczność, ryzyko i jego skutki.
„Wakacyjną
miłość można porównać do truskawek. Występuję w lecie, wszyscy czekają na nie z
upragnieniem, są bardzo słodkie, wolno nadchodzą, szybko uciekają. ”
Patryk wziął mnie za rękę i zaprowadził pod prysznic i odkręcił
wodę. Była lodowata.
-Aaaa! – krzyknęłam.
-Ciiiiiii! – powiedział kładąc palec na moich ustach. Chwilę
wpatrywał się we mnie i pocałował mnie. Nie odsunęłam się, nie odepchnęłam go.
Nie wiedziałam dlaczego. To zdarzyło się tak szybko. – To było wynagrodzenie za
zadanie. – dodał śmiejąc się. Po chwili Krystian zawołał, że możecie wyjść.
-Patryk dobry pomysł
z prysznicem! Bez tego Adam by
się nie nabrał. – dodał Krystian.
-Bardzo dobry. Tym bardziej, że jestem cała mokra. –
zaśmiałam się wyciskając wodę z sukienki.
-Przynajmniej jesteś miss mokrego podkoszulka. – wtrącił się
Dawid.
-Bardzo śmieszne. Dajcie spokój. Idę się przebrać. –
powiedziałam i wyszłam. Po chwili byłam już u siebie w pokoju i ściągnęłam z
siebie morką sukienkę. Wytarłam się i ubrałam jakaś bluzkę i spódniczkę. Położyłam
się na łóżku. Miałam wyrzuty sumienia przez to co się stało. Drugi pocałunek z
Patrykiem. Chociaż ten pierwszy się nie liczył. Ten w łazience natomiast był
już normalny, ale nic dla mnie nie znaczył. Żałowałam tylko, że nie odepchnęłam. Po chwili ktoś
zapukał do drzwi. Obawiałam się, że to Pan Adam, ale usłyszałam głos Dawida.
-Czemu nie wróciłaś do nas? – zapytał zdziwiony.
-Jakoś nie mam ochoty i humoru.
-Coś się stało? – zapytał kładąc się obok mnie.
-Nie Wszystko ok. –
odpowiedziałam odwracając wzrok. Czułam się niezręcznie przy nim.
-To pytanie, które zadała Weronika i Twoja odpowiedź. Była
prawdziwa? –zapytał niepewnie. Długo zastanawiałam się co mam mu powiedzieć.
-Chyba tak. – powiedziałam to co pierwsze przyszło mi do
głowy.
-Chyba? – zapytał zasmucony.
-Nie chcę się spieszyć i od razu pchać się do związku. Na
początku wakacji poznałam kolesia i zakończyło się kiepsko. Więc wolę kogoś
dobrze poznać niż od razu pchać się w związek. To nie jest tak, że nie chce z Tobą być, bo naprawdę zależy mi
na Tobie. Czuje się przy Tobie świetnie i liczę, że będziemy ze sobą, ale jak
poznamy się lepiej. – powiedziałam i liczyłam, że zrozumie mnie.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że masz takie zdanie. Nie
lubię od razu pakować się w związki, bo takie relacje szybko się kończą, a nie
chcę żeby to co jest między nami szybko się zakończyło. – mówił z dużym
uśmiechem na twarzy i mnie pocałował. Nie wróciliśmy już do reszty. Leżeliśmy
na łóżko i rozmawialiśmy o niczym tak naprawdę. Były to błahostki. Mimo to
przez poznawaliśmy się lepiej. Był to jedyny chłopak z którym potrafiłam
rozmawiać na każdy temat. Nie było między nami bariery. Następnego dnia
obudziłam się wtulona w Dawida. Nie wiedziałam nawet kiedy dziewczyny wróciły
ani kiedy zasnęłam. Gdy usłyszeliśmy dźwięk budzika wszyscy zerwali się z łóżka
jak opętani. Dawid pożegnał się ze mną i wrócił do siebie. Kiedy szykowałyśmy
się do śniadania dziewczyny opowiadały mi o reszcie imprezy. Dowiedziałam się
ciekawych rzeczy. Podobno Weronika dobrze się bawiła z Patrykiem. Opowiedziała
mi dokładnie wszystko. Widziałam, że jest szczęśliwa. Dlatego postanowiłam, że
nic jej nie powiem o tym co wydarzyło się pod prysznicem. Następne kilka godzin
spędziliśmy na plaży prażąc się na słońcu i wygłupiając się w wodzie. Na obiad
był makaron, ale nikogo to nie zdziwiło. Był dwa razy dziennie. Ledwo mogłam na
niego patrzeć. Po sjeście poszliśmy na miasto. Postanowiłam kupić pamiątki, kartki
itd. Żeby mieć to z głowy, ale zakupy ze mną to koszmar. Ponad dwadzieścia
minut wybierałam koszulkę dla siostry. Dlatego Dawid stwierdził, że już nigdy
więcej ze mną nie pójdzie na żadne zakupy. Pod sam koniec wolnego czasu
poszliśmy po alkohol i zapalić. Jednak w hotelu kadra oznajmiła, że dzisiaj
wieczorem jest dyskoteka dla chętnych. Patryk bez pytania nas wszystkich
zapisał. Powiedział nam dopiero kiedy zbierał pieniądze od każdego. Dziewczyny
nie były z tego powodu szczęśliwe, ale jakoś je przekonałam. Po kolacji
zaczęłyśmy się przygotowywać. Ponad trzydzieści minut wymyślałyśmy w co się
ubrać. Godzinę przed dyskoteką przyszli do nas kolesie. Otworzyliśmy dwa wina i
zrobiliśmy sobie before party, ale na dwóch tanich winach się nie skończyło. Ja
wypiłam jeszcze jedno z Karoliną na pół, a kolesie wódkę. Potem zrobiłyśmy
sobie drinki. Wiedziałam, że to mieszanka wybuchowa i będzie to niezapomniana
noc. Mieliśmy szczęście, że na dyskotekę szło tylko kilka osób z obozu. Kiedy
dojechaliśmy autobusem pod dyskotekę doznałam szoku. Budynek był ogromny a pod
nim stało około dwóch tysięcy ludzi. Staliśmy w kolejce prawie godzinę więc
mieliśmy jakieś cztery godziny na zabawę. Od razu poszliśmy po darmowe drinki i
zajęliśmy miejsce w jakimś kącie. Zauważyłam, że dziewczyny mają już lekką fazę,
bo zostawiły mnie samą z kolesiami i poszło na parkiet. Po drugim drinku
dołączyliśmy do dziewczyn. Na początku tańczyliśmy w grupie, ale przy
wolniejszej piosence każda z nas z kimś tańczyła. Patryk tańczył z Weroniką co
każdego zdziwiło. Nieźle dawali czadu na parkiecie. Ja praktycznie cały czas
tańczyłam z Dawidem albo Krystianem. Po pierwszej zbiórce wyszłam na dwór z Dawidem.
Znaleźliśmy jakiś murek i usiedliśmy.
Ledwo chodziłam po takiej dawce energii. Przez kilkadziesiąt minut tam
siedzieliśmy i całowaliśmy. Gdyby ochroniarz nas nie wygonił to nie wiem co
mogłoby się wydarzyć. Po drugiej zbiórce zostało nam już tylko trzydzieści minut.
Chociaż było to najgorsze kilkadziesiąt minut w moim życiu. O trzeciej w nocy z
sufitu zaczęła lecieć piana. Mimo iż staliśmy w grupie to od razu się
zgubiliśmy. Ludzie się pchali do przodu. Do tego było ślisko. Jedna wielka
masakra. Na szczęście Dawid mocno mnie trzymał i nie puścił mojej ręki. Gdy
nagle znaleźliśmy się na środku parkietu to brunet mnie pocałował, a jakiś mężczyzna
nam zrobił zdjęcie. Domyśliłam się, że to fotograf. Miałam nadzieję, że nigdzie
tego nie doda. Totalnie wykończeni ledwo wróciliśmy do hotelu. Kolesie nawet
nie poszli do siebie tylko zostali u nas na noc. Więc każda z nas tej nocy nie
spała sama. Następne dni spędzaliśmy w tej samej ekipie. Codziennie była plaża.
Opalanie, wygłupianie się w wodzie, śmieszne zdjęcia. Popołudniami graliśmy
zawsze w karty albo po prostu
odpoczywaliśmy. Wieczorem było miasto. Jakieś zakupy, imprezy, wygłupy,
fazy. Potem w hotelu standardowo już alkohol w pokoju kolesi. Tak mijały nam
dni. Nieważne było dla mnie to, że
robiłam to samo. Ważne było to, że robiłam to z nimi. Świetnie się ze sobą
zgraliśmy. Każdy się polubił. Praktycznie z resztą obozu nie gadaliśmy. Liczyło
się, że mamy siebie. Dlatego kiedy zostały nam już ostatnie dni nie mogłam
uwierzyć, że jak wrócimy do domu to wszystko się skończy. Chociaż byliśmy z
tego samego miasta i każdy powtarzał, że będziemy się spotykać to wiedziałam
jak się to skończy. Co roku jest tak samo. Tylko na początku jest jakiś
kontakt, a potem znajomość się urywa. Nie wyobrażałam sobie tego. Kiedy
nadszedł już ostatni dzień postanowiłam wykorzystać go w stu procentach. Nie
chciałam niczego planować. Wszystko miało być spontaniczne tak jak pierwszego
dnia. Po śniadaniu poszliśmy ostatni raz na plaże. Porobiliśmy sobie zdjęcia i
wygłupialiśmy się w wodzie. Czas mijał nam strasznie szybko. Na sjeście wpadłam
na świetny pomysł z Patrykiem. Postanowiliśmy przekonać kadrę żeby tego
ostatniego wieczora dali nam więcej luzu. Chcieliśmy iść sami na miasto, robić
co chcemy i wrócić o której chcemy. Z naszą propozycją poszliśmy do Pana Adama. Przedstawiliśmy
swoje za i przeciw. Po długich namowach zgodził się. Jednak był jeden, ostry
warunek. Jeżeli ktokolwiek wróci pijany, zrobi coś głupiego albo się zgubi to
następnego dnia dzwonią do rodziców każdego uczestnika i wpisują to w opinię
końcową. Brzmiało to bardzo surowo. Dlatego kilkanaście minut później
zrobiliśmy zebranie na tarasie wszystkich obozowiczów. Razem z Patrykiem powiedzieliśmy
na co kadra się zgodziła i wspomnieliśmy
o konsekwencjach. Patryk jasno się wyraził, że jeżeli ktokolwiek zrobi jakąś
fazę to reszta obozu chyba go zabije. Mieliśmy nadzieję, że każdy to zrozumiał
i nie zrobi nic głupiego. O godzinie dwudziestej każdy już normalnie mógł wyjść
z hotelu i robić co chce. Nasza ekipa postanowiła iść do miejsca gdzie zawsze
zbiórka była a tam ustalić resztę. W drodze zrobiliśmy sobie kolejne zdjęcie.
Nawet Weronika się na nie zgodziła co graniczyło z cudem. W centrum
postanowiliśmy iść do jakiegoś baru przy plaży na drinka. Każdy z nas zamówił
„Sex on the beach”. Po wypiciu dwóch drinków wszyscy gdzieś się rozeszli. Patryk
z Weroniką jako pierwsi gdzieś poszli. Nawet nie zauważyliśmy kiedy. Potem
reszta się rozeszła i zostałam sama z Dawidem. Postanowiliśmy pójść na spacer
wzdłuż plaży. Zawsze marzyłam o takiej randce. Wieczór, plaża, woda. Takie
romantyczne. Po kilkunastu minutach położyliśmy się na piasku i wpatrywaliśmy się w niebo. Leżeliśmy tam przez kilkadziesiąt minut. Uwielbiałam wpatrywać się w jego oczy i
rozmawiać o błahostkach. Nie wyobrażałam sobie, że następnego dnia już tego nie
będzie, że, nie będę mogła spędzać całego dnia
z nim. Najbardziej bałam się tego, że kontakt się urwie. Nagle Dawid
przerwał ciszę.
-Co będzie jak wrócimy do Polski? – zapytał z uśmiechem.
-Co masz na myśli konkretnie? – odpowiedziałam zdziwiona.
Nie miałam pojęcia o co konkretnie mu chodzi.
-Nas. – mówił patrząc w inną stronę. Wiedziałam już do czego
zmierza ten temat.
-Zobaczymy jak to wszystko się potoczy. Nie planujmy nic,
ale jeżeli wiemy, że nam na sobie zależy to odpowiedź znamy. – skłamałam i go
pocałowałam. Wcale nie znałam odpowiedzi. W głowie miałam totalny mętlik. W
Polsce był Artur i Damian. Przecież od tak ich z pamięci nie wyrzucę. Bałam się
tego powrotu. Ciszę przerwał dźwięk smsa. Patryk napisał, że o północy spotykamy
się w centrum. Zostało nam tylko
trzydzieści minut więc od razu ruszyliśmy w umówione miejsce. Kiedy wszyscy już przyszli okazało się, że
Patryk kupił dwie wódki i idziemy imprezować na plażę. Wszyscy świetnie się
bawili. Razem tańczyliśmy, rozmawialiśmy. Nawet zaliczyliśmy ostatnią kąpiel w
morzu. Było po prostu świetnie. Siedzieliśmy na plaży do czwartej rano żeby
wszyscy wytrzeźwieli. Chociaż dziewczyny jeszcze fazy miały i jak wróciliśmy do
hotelu to poszły od razu spać. Ja sama
poszłam do pokoju z kolesiami. Tam była dalsza część imprezy. Wszyscy poszli
spać dopiero koło godziny piątej. Spaliśmy zaledwie dwie godzinę. W końcu do
godziny ósmej pokój musiał być wysprzątany i bagaże wyniesione. Kiedy wróciłam
do pokoju dziewczyny jeszcze spały. Szybko je obudziłam i zabrałyśmy się do
pracy. Spakowałyśmy się do końca i posprzątałyśmy. Z ledwością wyrobiłyśmy się.
Chłopcy wynieśli nam bagaże na taras i razem poszliśmy na ostatnie śniadanie. Wszyscy
czekali aż autobus przyjedzie i pojedziemy do na rollercoasterze. W końcu cały
dzień w wesołym miasteczku to jednak coś. Patryk zajął nam miejsca z tyłu więc
wszyscy siedzieliśmy razem. Po kilku godzinach byliśmy już w Mirabilandi. Od
razu poszliśmy na najlepszą atrakcję czyli największy rollercoaster na świecie.
Mimo iż staliśmy długo w kolejce to było warto. Kiedy kolejka ruszyła myślałam,
że umrę. Cały czas ściskałam rękę Dawida. Wszyscy krzyczeli z całych sił. Inne
karuzele również zaliczyliśmy. Osiem godzin biegania po parku i jeżdżenia na
karuzelach sprawiło, że już nie mieliśmy siły, ale ostatni raz pojechaliśmy na
rollercoasterze i poszliśmy na zbiórkę. O dwudziestej trzeciej wyjechaliśmy z
Mirabilandi i wysuszyliśmy w drogę do Polski. Te czternaście godzin minęło
niemożliwie szybko. Graliśmy w karty i butelkę. Rozmawialiśmy na wszystkie
tematy, ale przede wszystkim spaliśmy. Po ostatniej imprezie i parku rozrywki
byliśmy padnięci. Więc połowę drogi przespałam.
Obudziłam się dopiero gdy przejechaliśmy granicę z Czechami. Każdy
zaczął dzwonić do rodziców. Ja zrobiłam to samo. W końcu za niecałe dwie
godziny dojedziemy już do Katowic.
Ostatni czas spędziłam wtulona w Dawida. Kiedy dojechaliśmy na miejsce
miałam ochotę się rozpłakać. Od razu jak wyszłam z autobusu to przywitałam się
z mamą i siostrą. Powiedziałam im żeby wzięły moją walizkę i poszłam żegnać się
z wszystkim. Najgorsze pożegnanie było z ekipą. Przytulałam się z dziewczynami
dłuższą chwilę. Gdy zobaczyłam jak Weronika całuje się Patrykiem to od razu się
uśmiechnęłam. Nareszcie była szczęśliwa. Później pożegnałam się z Patrykiem i
Krystianem. Na sam koniec zostawiłam Dawida. Gdy się z nim przytulałam to
rozpłakałam się. Staliśmy tak wtulenie w siebie kilka minut. Po czym otarł moje
łzy i pocałował. Po kilku minutach wszyscy zaczęli się rozchodzić. Gdy kolesie
odeszli zobaczyłam w Weroniki oczach łzy, ale wiedziałam, że się powstrzyma.
Rzadko widziałam jak płacze. Tym bardziej publicznie. Pomachałyśmy im i
wróciłyśmy do rodziców. Przez całą drogę na przystanek nie rozmawialiśmy.
Dopiero kiedy się uspokoiłyśmy wypytywali nas jak było i zaczęłyśmy odpowiadać.
Po trzydziestu minutach byłam już w domu.
*-*
Nie było mnie tutaj równe trzy tygodnie. Przez dwa nie miałam do Internetu. Przyznam się, że zapomniałam cały plan jaki miałam na to opowiadanie więc będzie ciężko. Liczę maksymalnie do dziesięciu rozdziałów. Potem nie miałam czasu nawet żeby włączyć własny komputer. W końcu nowa szkoła robi swoje. Nie powiem, że jest ciężka. Nowe przedmioty, masa nauki i wszystko inne. Jednak klasa trafiła mi się świetna. Postaram się nadrobić szybko zaległości u Was i napisać nowy rozdział ;) Pozdrawiam ;*
Ps. Rozdział nie jest poprawiony - błędy mogą być itd. Jak znajdę czas to poprawie.