wtorek, 28 sierpnia 2012

Rozdział 3 : Benvenuti in Italia.


Rozdział 3 : Benvenuti in Italia.

‘ Są w życiu chwile, w których trzeba podjąć ryzyko i dać się ponieść szaleństwu. ‘ - Paulo Coelho


Po śniadaniu postanowiłam do końca się spakować. Moja walizka była wielka. Miała kilkanaście kieszonek. Do tego była podwójna. Więc więziłam dużo rzeczy i jak zawsze nie potrafiłam się dopiąć. Był to mój coroczny problem, ale po kilkunastu minutach męczenia się dałam radę. Spakowałam jeszcze  podręczną torebkę i byłam już gotowa. Wychodząc z domu po raz ostatni weszłam do pokoju. Wiedziałam, że będzie mi go brakować. Mimo, że mały to i tak go lubiłam. Wielkie, wygodne łóżko na środku. Szafka z książkami obok i biurko na komputer. Był to skromny pokój, ale mi się podobał. Było to moje cztery ściany i to wystarczyło. Po kilkudziesięciu minutach byłam już na parkingu pod kopalnią. Moja mama rozmawiała z rodzicami Weroniki a ona ciągle smsy pisała. Więc ja stałam z siostrą. Na parking przychodziło coraz więcej osób.  Cieszyłam się, że w tym roku będzie większa ekipa. Na ostatnim obozie było zaledwie kilku kolesi. W trzech z mojej klasy. Miałam nadzieję, że we Włoszech będzie lepiej. Chociaż gdy widziałam dziewczyny to w głowie od razu zaczęłam je oceniać. Bałam się, że będę się wywyższać, uważać za lepsze. Po kilku minutach przyjechał autobus. Pożegnałam się z mamą, siostrą i zajęłam nam miejsce. Było z tyłu przy drzwiach. Obok nas siedzieli jacyś kolesie a z tyłu i przodu dziewczyny. Przez pierwszą godzinę jazdy nie zamieniłam słowa z Weroniką, ponieważ rozmawiałam przez telefon z Arturem. Ona i tak była zajęta smsami.  Nie miałam pojęcia z kim tak pisze. W głowie miałam milion propozycji, ale najbardziej obawiałam się, że pisze z byłym. Dopiero kiedy kolesie, którzy siedzieli obok nas nam się przedstawili to zaczęłyśmy rozmawiać. Przez kilka godzin grałyśmy z nimi w karty. Jednak późnym wieczorem prawie każdy już spał. Ja nie potrafiłam zasnąć i włączyłam muzykę.  Z każdą kolejną piosenką pojawiało się coraz więcej myśli w mojej głowie. Więc wyłączyłam mp4 i po chwili zasnęłam. W między czasie zatrzymaliśmy się na trzech postojach. Oczywiście na każdym musiałam zwiedzić łazienkę, ale dzięki temu poznałam kilka osób. Obudziłam się dopiero o szóstej. Byliśmy już za granicą Włoską. Zostały nam tylko dwie godziny drogi do Rimini. Napisałam smsa mamie i Arturowi. Ostatnia godzina ciągnęła się najdłużej. Strasznie się niecierpliwiłam. Dopiero kiedy wjechaliśmy do miasta to się uspokoiłam. Było ogromne. Mnóstwo hoteli, sklepów, restauracji. W porównaniu do zeszłorocznego miasta w Chorwacji to było wielkie jak Manhattan. Po kilkunastu minutach dotarliśmy pod hotel. Był dość duży. Każdy pokój był z balkonem i nawet mieścił się w ładnej dzielnicy.  Minusem był kolor czyli żółty rzucający się w oczy i obsługa. Tylko jedna osoba potrafiła mówić po angielsku. Mieliśmy czekać pięć godzin na zakwaterowanie na tarasie przy upale trzydziestu sześciu stopni. Sam taras nie był duży. Zaledwie kilkanaście stolików. Dookoła sama palmy lub inne rośliny. Widok również nie był za ciekawy, bo na przejazd kolejowy. Siedziałyśmy z dziewczynami które wcześniej poznałyśmy na postoju. Jedynie kolesie mieli się dobrze, bo siedzieli w środku. Hotel od wewnątrz mi się spodobał. Na wejściu duża recepcja, kanapy, bar. Kolorowy panowały tam ładne i stonowane. Kiedy szłam do łazienki Krystian i Dawid powiedzieli mi cześć. Poznałam ich na jednym z dłuższych postoi kiedy Weronika spała. Bardzo dobrze mi się z nimi rozmawiało, ale byłam zdziwiona, że odezwali się do mnie. Gdy wyszłam z pokoju stałam się tematem rozmów. Kolesie pytali o mnie. Chociaż nie wiedziałam po co.
-Siadaj z nami. – zaproponował Krystian. – No chyba, że wolisz smażyć się na tarasie. – dodał po chwili.
-Wolę posiedzieć z wami niż tam wracać. – odpowiedziałam i usiadłam pomiędzy Krystianem a Dawidem. Siedziałam sama w pokoju z dwudziestoma kolesiami. Czułam się dziwnie. Dawid każdego mi przedstawił, ale zdołałam zapamiętać tylko Patryka bo był charakterystyczny.
-Skąd jesteś? Sama przyjechałaś? - zapytał Patryk.
-Katowice.  Nie. Z przyjaciółką.
-Katowice? – zapytał zdziwiony Krystian. Inni również byli zdziwieni. Ja tylko pokiwałam głową.
-My też. To świetnie. Będzie z kim się spotykać po obozie. – dodał Dawid.
-No fajnie tylko w pokoju będziemy mieć jakieś dwie młodsze dziewczyny, których nie znam, bo wszyscy zajęci. – powiedziałam podenerwowanym głosem.
-Trochę kiepsko, ale wiesz nasze drzwi stoją otworem. – powiedział z uśmiechem Patryk. Siedziałam z nimi prawie dwie godziny. Nie brakowało nam tematów do rozmowy. Dziwiłam się, że nawet Weronika mnie nie szukała. Kiedy wróciłam na taras zobaczyłam ze siedzi z kolesiami których poznałyśmy w autobusie. Nie odezwała się słowem więc wzięłam swoją torebkę i wróciłam do hotelu. Resztę wolnego czasu spędziłam z kolesiami. Świetnie mi się z nimi rozmawiało. O trzynastej poszliśmy całą grupą na obiad. Jadalnia była ogromna. Było tam chyba pięćdziesiąt stolików. Jednak nie dziwiłam się. W hotelu było kilka obozów z różnych części Polski. Dziewczyny wybrały stolik który był naprzeciwko Dawida, Patryka i Krystiana. Wszyscy cały czas mnie rozśmieszali i nie potrafiłam skupić się na jedzeniu. Rozmowa z dziewczynami nawet się kleiła. Miałyśmy nawet dużo wspólnego. Więc nie były takie straszne. Gdy kelnerki zaczęły roznosić talerze z jedzeniem wszyscy niecierpliwi się. Chcieliśmy wiedzieć po prostu co jest na obiad, ale gdy dostałam talerz mój entuzjazm opadł. Na talerzu była wielka góra makaronu z jakimś sosem. Nie byłam aż tak zdziwiona. W końcu Włochy słyną z pizzy i makaronów. Jednak wydawało mi się, że po takiej podróży dostaniemy jakiś większy, lepszy posiłek. Po obiedzie dostaliśmy klucze do pokoi. Od razu pojechałyśmy widną na drugie piętro i otworzyłyśmy swoje drzwi. Pokój był cały biały. Przy drzwiach od razu stało wielkie, czerwone łóżko piętrowe a obok dwa pojedyncze łóżka. Naprzeciwko był balkon i po prawej stronie łazienka, która była strasznie mała. W pokoju jeszcze stała duża, brązowa szafa i biurko. Więc nie było aż tak źle. Jednak największa kłótnia była o to kto gdzie ma spać. Ja postanowiłam zająć miejsce na łóżku piętrowym na dole. Po rozpakowaniu walizek wyszłyśmy na balkon, który był nawet większy niż łazienka. Okazało się, że mamy pokój obok kolesi z autobusu więc byłyśmy zadowolone. Gdy dziewczyny z nimi rozmawiały ja poszłam na korytarz zadzwonić do mamy. Opowiedziałam jej wszystko. Zadawała milion pytań. Starałam się na wszystkie odpowiedzieć żeby się nie martwiła. Po skończonej rozmowie usiadłam na schodach i napisałam kolejnego smsa do Artura. Nie odzywał się od wyjazdu. Nie wiedziałam co jest grane. Czułam, że ta nasza znajomość nie była dla niego nic warta, że po prostu mnie olał. O piętnastej mieliśmy zbiórkę na miasto. Rano z dziewczynami umówiłyśmy się na popijawę integracyjną. Więc czekałam tylko aż wrócimy do hotelu bo na nic innego nie miałam ochoty. Jednak kiedy doszliśmy na miejsce zbiórki zaczepił mnie Dawid i spytał czy piję z nimi wieczorem. Powiedziałam, że chętnie wpadnę jak u dziewczyn będzie nudno. Razem z laskami udałyśmy się po alkohol. W sklepach każdemu sprzedawali, bo wszystko od szesnastu lat. Potem poszłyśmy zwiedzić miasto i porobić zdjęcia. Rimini było pięknie mimo, że bardzo zatłoczone. Wszędzie jakieś małe uliczki i restauracje, Mnóstwo sklepów z ubraniami. Nawet wesołe miasteczko. Ulice były strasznie długie i pełne bazarów z pamiątkami. Po dwóch godzinach poszłyśmy na zbiórkę. Kadra nawet fajna była i młoda. Dwie kobiety. Jedna młodsza, wysoka, kręcone włosy. Wydawała się sympatyczna na pierwszy rzut oka. Druga starsza, blondynka i strasznie zakręcona. Najlepszy był Pan Adam. Mężczyzna koło trzydziestki, wysoki, brunet. Świetnie się nam z nim rozmawiało. Żartował z nami. Traktował nas normalnie, a nie jak smarkaczy. Więc liczyłam, że na dużo nam pozwoli. Tym bardziej, że Pan Ada był naszym wychowawcą. Po powrocie do hotelu od razu była  kolacja, a po niej mieliśmy już wolny czas. Więc od razu przygotowałyśmy się na imprezę. Przez cały dzień zamieniłam z Weroniką zaledwie kilka słów. Nie miałam pojęcia o co może jej chodzić, ale nie miałam zamiaru się tym przejmować. Koło dwudziestej poszłyśmy do dziewczyn do pokoju. Również miały czteroosobowy i tak samo mały jak my. Razem z Weroniką miałam dwa wina. Reszta miała wódkę. Po dłuższej chwili każdemu zaczęła wchodzić faza. Pojawiały się śmieszne tematy i głupawki. Było świetnie aż do momentu jak dostałam smsa od Artura o treści : „U mnie ok. Jestem na imprezie u Justyny a Ty jak tam?” Wkurzyłam się. Nie odpisywał dwa dni, a na imprezie się nudzi i pisze. Do tego był u swojej byłej. Wyszłam wkurzona z pokoju i usiadłam na schodach i odpisałam : „ Pozdrów Justynkę.” Nagle zobaczyłam Patryka, który szedł po schodach.
-Co tutaj robisz sama? Kiepska impreza? – zapytał.
-No można tak powiedzieć i kiepski humor.  – odpowiedziałam wkładając telefon do kieszeni.
-To zapraszam do nas. – zaproponował z uśmiechem. – Tylko chodź najpierw ze mną do jednego pokoju podłączyć ładowarkę. Poszłam z nim bez zastanowienia.  Położyłam się na łóżku bo Patryk szukał ładowarki u kogoś w walizce. Nawet nie miałam pojęcia czyj to pokój.
-Tobie nie za wygodnie? – zapytał podpinając komórkę do ładowania.
-Nie. Przydałby się jeszcze masaż. – powiedziałam śmiejąc się.
-To chodź na górę już bo Dawid jest w tym dobry.  – zażartował. Po chwili byliśmy już na miejscu. Panował tam lepszy porządek niż u nas. Jednak pomieszczenie było o wiele większe chociaż był to pokój trzyosobowy. – Patrzcie kogo przyprowadziłam. – powiedział z uśmiechem.
-Cześć Daga! – powiedzieli wszyscy jednym chórkiem.
-Jestem jedyną dziewczyną tutaj? – zapytałam zdziwiona.
-Tak. Po co nam więcej jak mamy najlepszą? – powiedział z uśmiechem Dawid.
-Ta Twoja bajerka. – zaśmiał się Krystian. Chwilę rozmawialiśmy, a potem usiadłam na górze piętrowego łóżka bo tam było tylko wolne miejsce. Nagle do pokoju ktoś zapukał. Baliśmy się, że to kadra, ale była to Karolina z mojego pokoju.
-Siema. Masz tutaj klucz Daga, bo my już idziemy do pokoju. – powiedziała z uśmiechem.
-Tak wcześnie? – zapytałam zdziwiona.
-Nom, bo Weronika jest pijana, bo się wkurzyła. Dzwonił do niej jakiś Marcin. Gadali o Tobie. Powiedziała, że jutro z Tobą pogoda.
-Okej dzięki. – powiedziałam z uśmiechem, a Karolina wyszła. Zastanawiałam się o czym mogli rozmawiać.  Kiedy dostałam smsa wszystko zrozumiałam. Był od Marcina : „Daga daj sobie spokój z Arturem. Jesteśmy na imprezie u Justyny. Świetnie się z nią bawi.” Do wiadomości było dołączone zdjęcie Artura i Justyny, która siedzi mu na kolanach. Miałam ochotę się rozpłakać, ale miałam na to wyjebane.  Jeżeli on miał mnie gdzieś więc ja też postanowiłam się nim nie przejmować. Nawet nie zauważyłam, że kolesie poszli zapalić. W pokoju zostałam tylko ja, Dawid i osoby, które miały już zgon.
-Dobrze leży Ci się na moim łóżku? – zapytał z uśmiechem Dawid.
-Nie wiedziałam, że to Twoje. To chodź tutaj. – powiedziałam bez zastanowienia.
- Fajna impreza prawda? Tylko szkoda, że jedyna dziewczyna jest zajęta.
- Zajęta? Dlaczego tak uważasz? – zapytałam zdziwiona.
-Taka dziewczyna i nie ma kolesia? Niemożliwe.
-Zaskoczę Cię. Nie mam. – powiedziałam z uśmiechem. Rozmowa z Dawidem świetnie się kleiła. Później Patryk zaproponował grę w „prawda czy wyzwanie.” Graliśmy prawie trzy godziny. Głownie wybierałam pytania, bo zadania były straszne. Mimo iż nie wybierałam wyzwań to i tak w nich brałam udział. Ostatnie było najgorsze. Musiałam pocałować się z Patrykiem. Mina Dawida mówiła wszystko. Był wkurzony. Chociaż nie wiedziałam dlaczego. Czarnecki wyszedł na balkon olewając wszystkich.  Nie wiedziałam co jest grane. 

*-* 

No i trzeci rozdział za nami ;) Poprawiałam szablon mam nadzieję, że choć trochę jest lepszy. Nie mam pojęcia kiedy pojawi się kolejny rozdział, bo przez następne dni chyba nie będę miała Interentu, a potem szkoła. Po za tym nie wiem jakim cudem w roku szkolnym będę pisała, ale dam radę jakoś. Życzę Wam udanego ostatniego tygodnia wakacji ;* informuje o nowościach, nadrobię jak będę mieć Internet. 
Pozdrawiam ;*

niedziela, 26 sierpnia 2012

Rozdział 2 : Przeznaczenie.


Rozdział 2 : Przeznaczenie.

‘ Kiedy już myślisz, że wszys­tko się udało, życie
wys­tawia Cię na ko­lejną próbę. ‘


Leżałam na łóżku wpatrując się w sufit. Nie miałam żadnego zajęcia do roboty, ale nie nudziłam się. Lubiłam tak bez sensu leżeć i myśleć o wszystkim. To był mój świat. Zawsze w głowie układałam sobie historyjki, które chciałam żeby kiedyś się spełniły. Jednak wiedziałam, że to niemożliwe. Po kilku minutach usłyszałam dzwonek do drzwi, a mama zawołała, że to do mnie. Wyszłam na balkon i zobaczyłam Artura z kumplami.
-Chodź na dwór. – powiedział z wielkim uśmiechem Zawadzki. Nic nie odpowiedziałam.
-No nie daj się prosić, bo Arturowi tak zależy. – dodał Marcin.
-Zamknij się! To idziesz? – zapytał.
-Dajcie mi chwilę. – powiedziałam i weszłam do domu. Zastanawiałam się o co chodziło Marcinowi. Spakowałam torebkę, uprzedziłam mamę i wyszłam.  Brunet od razu mnie pocałował przy wszystkich i chwycił za rękę. Po raz pierwszy poczułam się ważna. Damian nigdy nie chciał okazywać uczuć w publicznych miejscach. Nie wiedziałam tak naprawdę co się dzieje, ale widziałam, że tego chcę .
-Daga to może pójdziemy po Twoją koleżankę Weronikę? –zapytał Marcin.
-A co podoba Ci się? – zapytałam śmiejąc się. Artur mi opowiadał, że Marcin zarywał do Weroniki.
-Boże już z nikim przy Was nie można rozmawiać!
-Spokojnie, wyluzuj. Pójdziemy po nią. – odpowiedziałam i zobaczyłam na jego twarzy uśmiech. Po kilkunastu minutach byliśmy już pod jej domem. Weronika była całkowicie zaszokowana, ale udało mi się ją przekonać żeby z nami szła. Poszliśmy na szkolne boisko i usiedliśmy na ping pongu. Chociaż nie nazwałabym tego tak, bo prawie leżałam na Arturze. Po raz pierwszy nie przejmowałam się co ludzie powiedzą ani pomyślą. Weronika rozmawiała z Marcinem. Widziałam, że załapali wspólny  język.
-Dagmara.. Co z Tobą i Damianem? – zapytał dyskretnie Artur.
-Nic. – odpowiedziałam zaszokowana. Nie spodziewałam się tego. Nawet przez myśl mi nie przyszło, że o niego zapyta.
-Jak to? To znaczy?
-Kręciliśmy ze sobą dopóki tego nie zjebał. Taki tam przelotny romans, który się zakończył. – odpowiedziałam chamsko. Artur nagle posmutniał.
-Czyli ja dla Ciebie też jestem przelotnym romansem?  - zapytał niepewnie.
-Nie. Znaczysz dla mnie o wiele więcej. I gdybyś  był przelotnym romansem to był Cię dzisiaj olała. Nie znasz sytuacji z Damianem. Nie wiesz, że to on pierwszy poleciał do jakiejś laski, ale jeżeli masz mnie za taką to dziękuję. – mówiłam próbując powstrzymać łzy. Obróciłam się do niego plecami żeby nic nie zauważył. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi. Czułam się okropnie.
-Daga! To nie tak! – powiedział obejmując mnie od tyłu. – Wcale Cię za taką nie mam. Nawet tak nie myśl. Po prostu wiem co Damian zrobił. Wiem jak się zachował, ale chciałem się upewnić czy między wami koniec. Zależy mi na Tobie naprawdę. Przepraszam jeżeli odebrałaś to inaczej. – kiedy skończył mówić mocno mnie przytulił. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć więc po prostu go pocałowałam. Następne kilka godzin spędziliśmy przy piwie i dobrym rapie na boisku. Kiedy Weronika musiała już do domu wracać Marcin i reszta po znaczącym wzroku Artura zrozumieli, że mają również iść. Pożegnałam się z nimi i również chciałam wracać. Jednak brunet złapał mnie za rękę i powiedział, że nigdzie się nie wybieram. Spacerowaliśmy pobliskimi ulicami przez kilkadziesiąt minut. Ludzie, którzy nas mijali dziwnie się patrzeli. Wiedziałam, że to była zazdrość. Były to głownie dziewczyny z osiedla. Przy Arturze czułam się wyjątkowa, ale wiedziałam, że to wszystko nie potrwa długo. Przecież ja nie należałam do jego świata. To była zupełnie inna bajka. On przystojny koleś z osiedla. Lubiany w swoim towarzystwie. Jego byłe dziewczyny to same najładniejsze i najlepsze, a teraz? Stoi koło niego szara, nieśmiała Dagmara. Przecież to do siebie nie pasowało. Ja nie pasowałam do niego.  

 ***


Przez kilka następnych dni popołudnia spędzałam z ekipą, a wieczory z Arturem. Nie było dnia żebyśmy się nie widzieli. Powoli stawał się moim narkotykiem. Początek był cudowny. Czułam szczęście i euforie.  Oddawałam się temu całkowicie. Oddawałam się jemu. Czułam się jak narkomanka, chociaż to jeszcze nie był nałóg. Jednak poczułam smak czegoś innego, wyjątkowo. Pragnęłam przeżyć takie coś całe swoje życie. Z dnia na dzień coraz bardziej się w tym pogłębiałam. Myślałam o nim cały czas. Nie wyobrażałam sobie dnia bez niego. Martwiłam się gdy nie odpisywał. Był po prostu moim bożkiem. Nie wierzyłam, że to dzieje się naprawdę. Nie wierzyłam, że mogę leżeć obok niego i wpatrywać się w jego niebieskie oczy. Nie wierzyłam, że on jest mój. Chociaż to nie była kwestia posiadania. 


***

Zostały nam już tylko trzy dni do obozu. Nie mogłam się doczekać. Włochy to było moje marzenie od dziecka. Zawsze chciałam tam pojechać. Zwiedzić Rzym. Zobaczyć Koloseum, Forum Romanum, Panteon, Wenecję i wszystkie inne zabytki. Upalne dni. Smażenie się na plaży. Wspaniali włosi, imprezy, dobra zabawa. Tylko to wtedy miałam w głowie.  Jednak z drugiej strony był Artur. Nie chciałam się z nim rozstawać. W końcu dwanaście dni bez kontaktu to coś okropnego. Nie wiedziałam czy dam radę. Razem z Weroniką nakręcałyśmy się nawzajem. Myślałyśmy tylko o tym co zabrać i jak się spakujemy. Zawsze z tym miałam wielki problem. Nigdy nie umiałam dopiąć walizki i nie wyobrażałam sobie codziennie przebywać z Weroniką znowu. Zawsze robiła straszny bałagan. Narzekała na wszystko. Trudno było z nią wytrzymać jeden dzień a co dopiero dwanaście. Chociaż wiedziałam, że dam radę. Mimo to najgorsza była jazda autobusem. Dwadzieścia godzin na ciasnym siedzeniu. Do tego problem ze snem i totalna nuda. Jednak nie przejmowałam się. Wiedziałam, że będzie świetnie. Kiedy został nam już tylko jeden dzień byłam totalnie przybita, ale cieszyłam się wieczorną imprezą pożegnalną. Miała to być moja ostatnia noc z Arturem. Chciałam żeby wszystko było idealnie. Wieczorem razem z Weroniką szykowałyśmy się na imprezę. Namówiłam ją na sukienkę. Był to jakiś cud, ale uświadomiłam jej, że w spodniach nikogo nie poderwie. Oczywiście sobie żartowałam, ale wydawało mi się, że odebrała to w inny sposób. Wiedziałam, że alkohol i ona w sukience może skończyć się źle. Mimo to ona tego chciała. Chciała wyszaleć się po ostatnim toksycznym związku. Była z chłopakiem ponad rok. Jeżeli takie coś można nazwać związek. Ona tylko się męczyła. On wolał kumpli, imprezy i pijane dziewczyny. Nie raz płakała przez niego.  Wszyscy dookoła jej radzili żeby to zakończyła, żeby dała sobie spokój. Ona ciągle powtarzała, że nie da rady, że nie umie. Za bardzo go kochała tak to tłumaczyła. Kiedy była z nim czuła się najlepiej, a następnie w domu płakała. W głowie miała przerażające myśli. Zastanawiała się gdzie jest, co robi i z kim. Dopiero kiedy dowidziała się o jego zdradzie zakończyła ten toksyczny związek. Przez miesiąc nie mogła się pozbierać, ale wystarczyła szczera rozmowa ze mną i było już dobrze. W końcu taka dziewczyna nie może marnować życia przez jakiegoś drania. Wtedy stwierdziła, że nie chce żadnego związku. Chciała się bawić bez zobowiązań i właśnie dlatego każdy ją lubił. Każdy koleś w mieście chciał z nią być chociaż przez chwilę. Mieć ją przy sobie. Móc dotknąć. Jednak ona nie była jedną z tych dziewczyn, z tych łatwych. Jeżeli się z kimś spotykała to musiał jej zaimponować, ale ostatnio wszystko stało się jej obojętnie. Kiedy zobaczyła byłego z nową dziewczyną stała się inna. Dlatego bałam się o tą imprezę. Kiedy przyszłyśmy do przyczepy była już większość osób. Od razu usiadłam Arturowi na kolonach i otworzyłam piwo zębami. Na początku Weronika siedziała z nami, ale potem ją zgubiłam. Miałam tylko nadzieję, że nic głupiego nie zrobi. Zawadzkiego później też zgubiłam. Wcale nie podobała mi się ta impreza. W końcu kto lubi siedzieć sam podczas kiedy inni dobrze się bawią? Kiedy weszłam do przyczepy zobaczyłam Marcina z jakąś brunetką. Siedziała na nim w samej bieliźnie. Całowali się. Kiedy dziewczyna się odwróciła doznałam szoku. Była to Weronika. Szybko wyszłam z przyczepy i zaczęłam się śmiać. Przecież ona nic nie piła. Była trzeźwa, ale rozumiałam ją. Marcin to przecież jeden z ładniejszych kolesi z ekipy. Miałam nadzieje tylko, że nie pójdzie na całość. Chociaż wiedziałam, że jest zdolna do wszystkiego. Nie miałam już siły szukać Artura i położyłam się na trawie i wpatrywałam się w gwiazdy. Do głowy przychodziły mi setki myśli. Dlatego nie lubiłam wieczorów. Zbyt wiele wolnego czasu i za dużo bezsensownych myśli. Nie miałam pojęcia dlaczego przed oczami miałam Damiana. Nagle wszystkie wspomnienia wróciły. Dlaczego teraz? Przecież wszystko się ułożyło. Miałam Artura. Nie wiedziałam czy nadal czuje coś do Damiana.
-Szukałem Cię wszędzie. – nagle usłyszałam męski głos za sobą. Obróciłam się i zobaczyłam Artura.
-Ja też. Pewnie się minęliśmy ze sto razy. – powiedziałam śmiejąc się. Chłopak objął mnie od tyłu i siedzieliśmy przytuleni do siebie.
-Cała się trzęsiesz. Dać Ci bluzę? Mam w przyczepie. – zapytał zaniepokojony.
-Nie lepiej nie. Wystarczy, że Ty jesteś obok. – odpowiedziałam i cmoknęłam go w usta. Nie chciałam żeby przeszkadzał Weronice i Marcinowi w baraszkowaniu.
- Nie mogę uwierzyć, że już jutro wyjeżdżasz, że Cię nie zobaczę przez tyle dni. – dodał po chwili. Widziałam jego smutne oczy. Nie chciałam zaczynać tego tematu. Nie chciałam płakać.
-Ja też. Nie wytrzymam tyle bez Ciebie.
-Aż tak Ci zależy? Nawet nie jesteśmy razem. – mówił w chamski sposób. Zrobiło mi się przykro.
-Nie trzeba z kimś być żeby na tej osobie Ci zależało, ale tak jesteś dla mnie ważny. Nie chcę jechać. – mówiłam aż łza zakręciła mi się w oku.
-Daga ja wiem doskonale co dzieje się na taki obozach. Impreza, alkohol, kolesie. Dlatego chcę Ci powiedzieć, że masz wolną rękę. Nie chcę Cię od niczego odciągać, niczego Ci zabronić. Nie jesteśmy razem przecież. – mówił z dużym uśmiechem. Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę.
-Artur! Przecież nie prześpię się z nikim ani nic.
-Ale możesz. Możesz robić co chcesz. Masz wolną rękę.
-Dlaczego? – zapytałam zdziwiona.
-Chcę zobaczyć co z tego wyniknie. W końcu jeżeli dwie osoby mają być razem to znajdą drogę żeby do siebie wrócić. To będzie wtedy przeznaczenie – powiedział i mnie pocałował. – Dlatego chcę nas wystawić na próbę. Chcę zobaczyć czy to co jest między nami jest prawdziwe i czy jeden obóz może to zniszczyć. Zależy mi na Tobie i nikt i nic tego nie zmieni. – dodał i ponowni mnie pocałował. Przez dłuższą chwilę leżeliśmy na trawie i wpatrywaliśmy się w siebie. Dochodziła już druga w nocy. Coraz mniej czasu nam zostało razem. Nie wiedziałam co myśleć o tej sytuacji. Miałam mieszane uczucia. Jednak chciałam żyć chwilą. Niczym i nikim się nie przejmować. Potem dosiadło się do nas kilka osób. Otworzyliśmy piwa i temat zszedł na pytania. Potem przerodziło się to w butelkę. Zadawaliśmy najgorsze pytania i zadania. Dużo się wtedy dowiedziałam, ale miałam szczęście, ponieważ tylko dwa razy odpowiadałam i było to proste pytania. Kiedy dochodziła już trzecia to nadal nie widziałam nigdzie Weroniki. Dopiero o czwartej wyszła z przyczepy. Słowa nie zamieniłyśmy. Siedziała z kolesiami. Nawet nie wracałyśmy razem do domu. Kiedy stałam z Arturem pod drzwiami miałam łzy w oczach, ale wiedziałam, że damy radę. Żegnaliśmy się trzydzieści minut. Staliśmy wtulenie w siebie i całowaliśmy się. Wiedziałam, że będzie mi brakować jego dotyku, uśmiechu. W końcu miałam go zostawić. Pocałowała go ostatni raz i weszłam do domu. Na szczęście mama jeszcze spała i nie wiedziała, że tak późno wróciłam więc przebrałam się w pidżamę i poszłam spać. Wstałam koło godziny dziesiątej, zjadłam śniadanie i wzięłam prysznic. Zostały mi tylko cztery godziny do wyjazdu. 


*-* 

Tak wiem wszystko dzieje się szybko, ale to już norma w moich opowiadaniach. Po za tym takie w końcu są wakacje - spontaniczne i wszystko szybko się dzieje, a o to tutaj chodzi. Jeżeli chodzi o szablon. To pracuję nad nim i przy pomocy z jednej z Was będzie się niebawem lepiej czytało. Po za tym utknęłam przy piątym rozdziale - totalny brak weny. Mam nadzieję, że szybko to rozwiążę. Pozdrawiam ;*

piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział 1 : Mieszane uczucia.



Rozdział 1 : Mieszane uczucia.

‘ Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi. ‘


  Przebudziły mnie promienie słońca wpadające do pokoju. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy to koniec roku szkolnego. Miałam mieszane uczucia co do tego wydarzenia. Co roku miałam dylemat : cieszyć się czy nie? Niechętnie wstałam z łóżka i poszłam do kuchni. Od razu zaparzyłam kawę. Byłam od niej uzależniona. Bez porannej kawy byłam jak zombie. Po godzinie byłam już gotowa do wyjścia, ale nie śpieszyłam się. Wiedziałam, że i tak Weronika jak zawsze się spóźni. Po za tym miałyśmy wolną godzinę, bo nie miałyśmy zamiaru iść do kościoła. Nie byłyśmy jakieś wierzące. Chociaż w święta zawsze chodziłyśmy do spowiedzi i na mszę.  Po kilkunastu minutach Weronika przyszła i udałyśmy się na przystanek. Codziennie dojeżdżanie do szkoły było strasznie męczące. Chociaż wybrałyśmy bliższą szkołę i jechałyśmy tylko trzydzieści minut. Gdy dotarłyśmy pod szkołę to usiadłyśmy na ławce na boisku szkolnym i wspominałyśmy wszystko co działo się przez te dziesięć miesięcy. W końcu była to pierwsza klasa technikum hotelarskiego, a my zawsze łatwiejszy kontakt łapałyśmy z kolesiami.  Tutaj dwadzieścia osiem dziewczyn i czterech chłopców. Więc było nam trudniej, ale po kilku tygodniach poznałyśmy fajne dziewczyny. Więc miałyśmy swoją grupę i jej się trzymałyśmy. Gdy ludzie zaczęli wracać z kościoła to weszłyśmy do szkoły. Po dwóch godzinach skończyły się przedstawienia i przemowy dyrektorki. Cała szkoła rozeszła się do swoich klas na rozdanie świadectw. Nasza klasa nie miała dobrej opinii w szkole. Nie mieliśmy żadnych zdolnych osób. Nie uczyliśmy się najlepiej. Frekwencja jedna z najgorszych. Natomiast nasza wychowawczyni była świetna. Uważałam ją za najlepsza nauczycielkę w szkole. Chyba jako jedyna podchodziła do uczniów realistycznie. Rozumiała, że mamy naukę na kilka przedmiotów i nie zadawała dużo. Jaka wychowawczyni również traktowała wszystkie problemy normalnie. Nie robiła żadnych awantur. Zawsze powtarzała, że rozumie nas, bo sama kiedyś była w naszym wieku. Po kilkunastu minutach po raz ostatni wyszłyśmy ze szkoły z uśmiechem na twarzy. Nie miałyśmy ochoty tłuc się znowu autobusem. Chciałyśmy już wieczór i imprezę. Gdy weszłam do domu pokazałam mamie od razu świadectwo. Oczywiście musiałam je komentować, ale jej nie słuchałam. Ja byłam zadowolona z własnych ocen. Później przebrałam się w dres i włączyłam dołującą muzykę. W głowie miałam milion myśli. W końcu nie codziennie psuje mi się relacja z chłopakiem na którym mi zależy. Nie byliśmy razem, ale Damian był strasznie dla mnie ważny. Otworzyłem się przed nim jak przed nikim innym. Czułam, że znam go całe życie. Przy nikim innym nie czułam się tak dobrze i swobodnie jak przy nim. Nie wiedziałam co mam o tej sytuacji myśleć a co dopiero zrobić. Nie odpisywał na wiadomości. Ciągle imprezował. Przed oczami miałam jego z innymi dziewczynami. Jednak nie chciałam sobie psuć wakacji z jego powodu, ale też nie chciałam wyrzucić go ze swojego życia. Byłam w kropce. W tej sytuacji każda decyzja była zła. Mogłam trwać w tej toksycznej sytuacji, zamartwiać się, zamulać w domu. Czego skutkiem były nieudane wakacje. Lub po prostu zerwać kontakt z Damianem i mieć najlepsze wakacje. I tak źle i tak niedobrze. Jednak nie miałam siły o tym dłużej myśleć. Przebrałam się, spakowałam torebkę i byłam gotowa do wyjścia, ale po kilku minutach dostałam smsa od Weroniki, że mam wejść na facebooka. Nie wiedziałam o co chodzi więc od razu się zalogowałam. Weronika wysłała mi linka do jakiegoś zdjęcia, które ładowało się kilka minut. Po chwili zobaczyłam Damiana tulącego się do jakieś dziewczyny.  Nie mogłam opanować łez. Czułam jakby w jednej chwili świat mi się zawalił. Nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Ja siedziałam w domu i zamartwiałam się, a on dobrze się bawił beze mnie. Byłam cała roztrzęsiona.  Dopiero kiedy Weronika przyszła to uspokoiłam się. Długo rozmawiałyśmy. Palewska próbowała mnie pocieszyć. Ciągle powtarzała, że to drań, który nie jest mnie wart i mam dać sobie spokój. Miała rację, ale przecież od tak nie da się wyłączyć uczuć. To, że ktoś się nie odzywa, że nie pisze, że imprezuje z jakimiś dziewczynami nie oznacza, że mu nie zależy. Nie znaczy, że nie tęskni. Przecież uczucia nie mają daty ważności.  Dlatego nie wiedziałam co mam zrobić. Mimo to Weronika dała mi dużo do myślenia. W końcu nie byliśmy razem, mieliśmy wolną rękę. Jednak postanowiłam od tego dnia się bawić. Nie przejmować się nikim ani niczym. Chciałam zobaczyć co z tego wyniknie. Czy Damian będzie o mnie walczył. Dlatego ten wieczór i ta noc należały do mnie.  Weronika od samego początku była zdziwiona moją postawą. Nigdy nie widziała mnie tak zdeterminowanej i stanowczej. Kiedy doszłyśmy do miejscówki była już tam prawie cała nasza ekipa. Od razu wyciągnęłam z torebki wódkę i zrobiłam nam drinki. Weronika piła o wiele wolniej niż ja. Po trzecim kubku stwierdziłam, że na razie mi wystarczy. Wszyscy świetnie się bawili. Jednak po chwili na miejscówkę wbili kolesie z osiedla. Nikt ich nie zapraszał. Praktycznie się nie znaliśmy, tylko z widzenia. Czasem kilka słów zamieniliśmy. Więc nie wiedziałam co tutaj robią.
-Zaprosiłem ich. Chyba nie macie nic przeciwko? – powiedział po chwili Przemek.
-No jasne, że nie. Przecież są fajni! – odpowiedziałam bez zastanowienia i każdy gapił się na mnie jak na idiotkę.
-Daga lepiej już nie odzywaj się dobra? – powiedziała Weronika próbując powstrzymać śmiech.
-No co? Tam przecież jest Artur Zawadzki. Podoba mi się od kilku lat, ale szans nie mam przecież.
-Głupoty gadasz! – mówiła robiąc mi drinka. – Wypij i idź do niego z jakąś wymówką! – dodała popychając mnie do przodu. Szybko wypiłam i rzuciłam kubek w krzaki. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.
-Hej masz może otwieracz do piwa? – powiedziałam to co pierwsze wpadło mi do głowy, ale zorientowałam się, że przecież nie mam piwa. Po raz drugi zrobiłam z siebie idiotkę. Na szczęście chłopak stał sam i palił papierosa. Lekko uśmiechnął się na mój widok.
-Czekaj. Gdzieś tutaj mam. – odpowiedział podając mi go. – Jestem Artur tak przy okazji. – dodał po chwili.
-Dagmara.
-Wiem. Niezła impreza nie? – zapytał wypuszczając kolejnego bucha.
-No niby tak, ale trochę nudą wieje. – odpowiedziałam unikając jego wzroku. W głowie miałam tylko zdanie : co ja robię?
-To chodź zróbmy coś szalonego.
-Ale co? – zapytałam zdziwiona.
-Mam pomysł. Chodź. – odpowiedział i złapał mnie za rękę. Skręciliśmy w stronę lasu. Szliśmy w milczeniu. Po kilkunastu minutach doszliśmy nad zalew. Artur zaczął ściągać z siebie koszulkę. – No chodź. – powiedział z wielkim uśmiechem.
-Nie! To zły pomysł naprawdę. – odpowiedziałam przerażona. Chłopak poszedł do mnie. Stał naprzeciwko mnie i tylko się uśmiechał.
-Dlaczego nie chcesz? Rozumiem. Masz tego swojego Damiana. – powiedział po chwili wkurzony i się odwrócił.
-To nie tak. Nie ma żadnego Damiana. Po prostu nie umiem pływać. – odpowiedziałam i chwyciłam go za rękę. 
-Przy mnie jesteś bezpieczna. Zaufaj mi.
-Ufam Ci. – powiedziałam bez zastanowienia. Artur wziął mnie na ręce i szedł w kierunku wody. Po chwili byłam już cała mokra.
-Teraz złap mnie mocno dookoła szyi i nie puszczaj.  – powiedział opuszczając mnie w dół. Zrobiłam tak jak mi kazał. Nie bałam się już. – I co jest aż tak strasznie? – zapytał po chwili.
-Nie, bo jestem z Tobą. – odpowiedziałam z wielkim uśmiechem. Przez kilka sekund wpatrywaliśmy się w siebie aż nagle Artur mnie pocałował. Czułam jakby czas zatrzymał się dla nas. Nigdy w życiu czegoś takiego nie przeżyłam. Kiedy wyszliśmy z wody ściągnęłam z siebie morką bluzkę i położyłam się obok niego. Leżeliśmy bez słów. Po chwili zaczęliśmy się całować. Obudziłam się następnego dnia na piasku. Nie pamiętałam kiedy zasnęłam poprzedniego dnia. Artur leżał obok mnie i wpatrywał się we mnie.
-Dzień dobry piękna. – powiedział i cmoknął mnie w usta.
-Hej. – odpowiedziałam z dużym uśmiechem. Zważyłam, że jestem przykryta jego bluzą.  W głębi duszy odetchnęłam. Przynajmniej wiedziałam, że wczoraj nic więcej się nie wydarzyło. Po kilkudziesięciu minutach wróciliśmy na miejscówkę.  Weronika od razu wydarła się na mnie, że nie zabrałam telefonu, że się martwiła. Dopiero kiedy zorientowała się, że trzymamy się za ręce to się uspokoiła. Zawadzki podszedł do kumpli, a ja usiadłam obok Weroniki  Zaczęłam zadawać milion pytań. Wypytywała o wszystko. Cieszyła się tym bardziej niż ja. Po piętnastu minutach ktoś wpadł na pomysł zdjęć. Zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie, a potem osobne.  Nawet załapałam się na zdjęcie z Arturem. Koło godziny dziesiątej zaczęliśmy się zbierać. Zawadzki podszedł do mnie, pocałował mnie i się poszedł. Weronika cały czas śmiała się ze mnie, ale nie przejmowałam się nią, bo nie raz robiła gorsze akcje. Od razu jak wróciłam do domu to wzięłam prysznic i poszłam spać. Kiedy się obudziłam dostałam smsa od Damiana : „Fajnie się bawisz.” Nie miałam pojęcia skąd wie o wczoraj i czy o to chodzi. Jednak jak zaczęłam przeglądać aktualności na facebooku zrozumiałam wszystko. Marcin dodał zdjęcia z wczoraj i dziś. Na jednym  zostałam uchwycona  jak szłam za rękę z Arturem do lasu i kilka z dziś jak się przytulamy. Damian akurat był dostępny więc wysłałam mu wiadomość : „Ty też.” I dołączyłam linka ze zdjęciem jego i tej dziewczyny. Jednak nie odpisał mi więc nie miałam zamiaru się przejmować. Chciałam wyłączyć uczucia, ponieść się szaleństwu i żyć chwilą. To było moje marzenie. Mój plan na wakacje, ale wiedziałam, że to niemożliwe.  

*.*

No i pierwszy rozdział za nami. Mam już 5 napisanych także jest dobrze. Jeszcze nie mam pojęcia ile rozdziałów będzie i muszę wymyślić plan wydarzeń. Postaram się jak najszybciej nadrobić zaległości u Was ;)
Pozdrawiam ;*